Wycinanka ilustrująca naszą ciemnię fotograficzną

Ciemnia fotograficzna

No, w naszej ciemni fotograficznej mamy różnych cudów że ho, ho i jeszcze więcej. Jak za dawnych czasów: powiększalniki - ale nie „Krokusy” systemu peerelowskiego siódme poty wyciskające z fotografów — tylko solidne włoskie (tak jak najlepsze buty i pizze) »Dursty«, kuwet co niemiara, koreksów z pół tuzina, chemii hektolitry no i stoły mokre i suche.

Aha, mamy też w ciemni czarne ściany, które nie są czarne. Po prostu błąd popełniliśmy mieszając pigmenty. Błąd ten spowodował efekt kolorystyczny w odcieniu ciemnoszarym, czyli takim nie do końca ortodoksyjnym czarnym. Takim miękkim czarnym, aksamitnym czarnym, takim jak na przykład tort czekoladowy, który przecież jest brązowy, czyli też nie jest czarny. Analogicznie jest z naszą ciemnią fotograficzną — nie jest czarna, ponieważ będąc szarą nie może być jednocześnie czarną i brązową... ot, taką to pamiątkę zostawił nam po sobie Sokrates oraz producent pigmentu.

A tak — jeżeli już przy Sokratesie jesteśmy — to nie jest prawdą jakoby ciemnia fotograficzna została wymyślona w starożytnej Grecji. Już nawet w przedszkolu uczą, że fotografię analogową wymyślili Fenicjanie. Razem z pieniędzmi, by można było za co kupić papier fotograficzny i filmy. Podobno Chińczycy (w epoce dynastii Ming) opracowali specjalną recepturę szkliwa porcelanowego o dużej zawartości halogenków srebra, w rezultacie czego powstały pierwsze na świecie światłoczułe wazy porcelanowe. Niestety dość szybko czerniały one pod wpływem światła, poza tym, zakrzywione, nie dawały się ułożyć pod powiększalnikiem. Najprawdopodobniej również dlatego, że urządzenia tego jeszcze wtedy nie znano.

Pisząc zaś trochę bardziej serio, to fotografia analogowa, która — pomimo pewnej archaiczności i kłopotliwości może stresować dzisiejszych błyskotliwych i elokwentnych pstrykaczy niedzielnych zdjęć i słodziutkich jak sacharyna foci — cały czas nęci adeptów ambitniejszej fotografii. Zresztą samo sformułowanie fotografia srebrowa ma w sobie coś elitarnego, zaś charakterystyczny klimatyczny zapach(?) chemii fotograficznej, magia oświetlenia ciemniowego, samo wkładanie filmu do koreksu, czy alchemiczne wręcz odmierzanie w cylindrach miarowych, menzurkach i innych cholerstwach odpowiednich ilości odpowiednich odczynników potrafi i dziś mocno zauroczyć naszych warsztatowiczów.