Z kim?

Kto prowadzi warsztaty?

Artur Rychlicki...

...jest krakowskim fotografem, studiował filozofię i inne duperele. W jego pracach jedną z głównych ról odgrywa architektura i zbite szyby. Nie gardzi również zardzewiałymi rynnami, ale i człowieka w kapeluszu uświadczysz tudzież. Jego fotografie prezentowane były, są oraz — jak ma nadzieję Rychlicki — będą m.in. Tu, Tam oraz Gdzie indziej.

Autor w swoich rozlicznych publikacjach podejmuje tematy z pogranicza fotografii, filozofii oraz historii sztuki. Do najsłynniejszych publikacji zaliczyć należy m.in.

  • “Jak fotografuje się młotem”,
  • “Bojaźń i drżenie migawki szczelinowej”,
  • “Richard Sorge i jego aparacik — uwagi na temat estetyki fotografii szpiegowskiej”.

Wszystkie one charakteryzują się błyskotliwą wnikliwością oraz purytańskim konceptualizmem zamykającym w niezwykle subtelny sposób tematykę już w samych tytułach.

Oprócz działalności wystawowo-artystycznej oraz teoretycznej Rychlicki miał również kilka idiotycznych pomysłów o których szkoda gadać.

Od kilkunastu lat prowadzi także cieszące się dużym zainteresowaniem podejrzanych indywiduów autorskie warsztaty fotograficzne — przykrywkę do wszelkiego rodzaju działalności fotograficznej, pozafotograficznej oraz innej — jeżeli jakakolwiek inna w ogóle istnieje...

Adam Mikosz...

...urodził się jakiś czas temu w pierwszej połowie roku, a dokładniej w Dniu Dziecka. Właściciel kota rasy Maine Coon, któremu wydaje się że jest człowiekiem i nakrycia głowy w postaci czarniutkiego cylindra.

Fotografuje od tak dawna, że już sam nie pamięta od kiedy... W zasadzie tylko i wyłącznie wiecznej zawierusze na tym świecie zawdzięcza utratę swoich rozlicznych dzieł stworzonych w poprzednich wcieleniach. Próbując nadgonić te braki pałęta się czasem po świecie nadużywając uprzejmości swoich bliźnich i nadwyrężając migawki posiadanych aparatów. A kiedy się nie pałęta to przesiaduje przed komputerem (tak, też już się dorobił - w końcu mamy XXI wiek i komputery nie są aż takie drogie) lub w ciemni i próbuje połapać się w tym, co miał na myśli naświetlając konkretną klatkę.

Krytykę światową powalił tylko raz, ale było to o jeden raz za wiele. Owo powalenie było tak silne, że wspomniana krytyka wyparła ze swojej świadomości nie tylko to traumatyczne wydarzenie, ale i wszystko inne związane z autorem. Zresztą sami ją zapytajcie, na pewno odpowie, że o Mikoszu nigdy nie słyszała.

Jako osoba chronicznie nieśmiała uwielbia pracować z ludźmi, którym może przekazać swój punkt widzenia na tematy rozliczne i ważkie. Sympatyk i jeden z kilku punktów oparcia anonsowanych tu warsztatów fotograficznych od samego początku ich istnienia.

Innymi słowy...

Aha i co on, ten Pan od Fotografii, jeszcze musi umieć. Bo te powyższe sprawy, to dopiero początek i to bardzo początkowy. Pan od Fotografii to jeszcze musi być cierpliwy, musi godzinami odpowiadać na najbardziej dziwaczne pytania zarówno fotograficzne jak i pozafotograficzne. Musi być wyrozumiały, nie używać kar cielesnych. Musi umieć gotować, robić kawę i herbatę na tysiąc sposobów, sprzątać, szydełkować, przeprowadzać drobne naprawy, sprawnie zamawiać pizzę przez telefon, skakać po mleko do sklepu, po papier toaletowy, oraz pocieszać niepocieszonych swoją postawą twórczą warsztatowiczów. Że taki PoF musi mieć też wiedzę z zakresu historii sztuki, estetyki czy ordynarnej technologii fotograficznej wspominamy tutaj tylko z kronikarskiego obowiązku.

Czas pracy prowadzących zajęcia fotograficzne jest więc nielimitowany. Wszak oczywistym jest, że niepocieszenie warsztataowicza może się zdarzyć w poza godzinami trwania warsztatów, tak samo jak i chęć zjedzenia pizzy... W zasadzie zastanawiamy się nad uruchomieniem poradni psychologicznej dla zarówno sfrustrowanych fotoamatorów, ogarniętych kryzysem twórczym artystów fotografików, jak i oczywiście dostawców pizzy. Trwają już wstępne rozmowy z odpowiednimi zakładami psychologii klinicznej i — w razie wystąpienia przypadków skrajnych — oddziałami dla psychicznie chorych.

Generalnie rzecz biorąc, analizując powyższe obowiązki, należy powiedzieć, że aby prowadzić takie — zupełnie inne — warsztaty fotograficzne, trzeba być albo masochistą, albo skończonym idiotą.