Wycinanka obrazowo ilustrująca proces zastanawiania się nad celami plenerów fotograficznych.

Plener fotograficzny

Choć może się to wydawać dziwne, to umiejscowienie siedziby warsztatów fotograficznych w okolicy katowickiego dworca kolejowego, w początkowej fazie istnienia tego przedsięwzięcia w ogóle nie wpłynęło na inteligencje i horyzonty myślowe warsztatowiczów. Przez lata całe kompletnie nie powiązali oni faktu istnienia dworca z jakąkolwiek podróżą, co — wziąwszy pod uwagę zdolności organizacyjno-logistyczne kolejarzy polskich przełomu wieków XX/XXI — summa summarum nie dziwiło.

Braku chęci podróżowania należy też upatrywać nie tyle w nieznajomości geografii, polegającej na zakresie wiedzy ograniczonej do znajomości trzech ulic własnej miejscowości, tylko raczej w smutnym doświadczeniu. W końcu kiedy wsiada się na Drzymały do samochodu, to można co najwyżej postać sobie w korku, zaś kiedy się zaryzykuje wejście do pociągu, stać się będzie w szczerym polu. Zarówno Szczere Pole, jak i Korek nie były jednak celem godnym uwagi zarówno warsztatowicza, jak i pleneru.

Z niedoli braku podróżowania wyrwane zostały „warsztaty...” dzięki Leonardo da Vinci i jego pomysłowi na ominięcie zarówno Korka jak i Szczerego Pola górą, czyli powietrzem. Rozwinął on twórczo projekt Dedala, gdyż ten — w wersji autorskiej — miał pewne wady. Zresztą warsztatowicze podejrzewali, że również i idea Leonarda, przez — z górą pięćset lat — została rozwinięta i ulepszona. W ten sposób warsztaty-fotograficzne.org odkryły idee lotniska wraz z zaletami współczesnych Stalowych Pegazów, za pomocą których można polecieć to tu to tam.

Efektem tego było rozlatanie warsztatów-fotograficznych org, jak i również rozjechanie. Wydano nawet specjalny okólnik, w którym zawarto m.in. Prawa i obowiązki warsztatowicza jadącego, jak i Zaświadczenie o przepadku warsztatowicza na rzecz obcego państwa.

Powyższe dokumenty o tyle wydają się ważne, że wciąż warsztatowiczów można spotkać a to w Pradze, Lwowie, Barcelonie czy Czarnobylu, gdzie mogą oni korzystać ze swych praw wynikających z bycia jadącymi. Oczywiście powyższe miasta i miasteczka nie wyczerpują wspomnianego to tu to tam plenerów warsztatowych. Warsztatowiczom niestraszne jest Maroko, Gruzja, Armenia, czy też Paryż lub Lizbona. Zdarzało się im też marznąć na przykład w Wilnie, Rydze czy Kijowie.

Z powyższego niezbicie wynika, że jechanie warsztatowicza na plener fotograficzny jest jedną z jego podstawowych czynności. Zresztą wynika to z Pierwszego Prawa Warsztatowicza Jadącego (PPWJ):

  • 1. Niezbywalnym prawem Warsztatowicza Jadącego jest jechanie.
oraz z Pierwszego Obowiązku Warsztatowicza Jadącego (POWJ):

  • 2. Obowiązkiem Warsztatowicza Jadącego jest jechanie.

O naszych planach wyjazdowych, udanych startach, szęśliwych powrotach, spotkaniach poplenerowych i tym podobnych wątkach związanych z plenerami fotograficznymi piszemy od czasu do czasu (i przyznajemy, że czasem zapominamy) na blogu warsztatowym. Tak tylko dla porządku dajemy znać, że link tu umieszczony otworzy kategorię wpisów dotyczącą wyłącznie plenerów fotograficznych ;)

A tak w ogóle to co planujemy

Nasze najbardziej aktualne plany plenerowe znajdziesz na warsztatowym blogu w kategorii, której nadaliśmy bardzo odkrywczą nazwę "plener fotograficzny". W tym roku (2016) kolejny z dużych plenerów, czyli jesienny plener fotograficzny, spędzimy w Maroku - szczegóły dotyczące tego wyjazdu już niedługo zostaną opublikowane na blogu.