Jak wszyscy zainteresowani pewnie wiedzą warsztaty kreska fotograficzne kropka oergie się rozwijają. Plenery na które warsztatowicze jeżdżą i latają – też. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że już nie tylko Paryż, Lwów, Barcelona czy jakiś tam Marrakesz doświadczają specyficznego szczęścia naszych wizytacji. Tym razem rozwój plenerowy nastąpił bowiem na zupełnych krańcach Europy, a ściślej gdzieś na zabitym dechami zachodzie tejże. Mówiąc krótko – polecieliśmy do Lizbony.

Na lotnisku – jak widać – wszystko przebiegało w atmosferze głebokiego zrozumienia. W lewym górnym rogu widoczny jest jeden z elementów Stalowego Pegaza z filuternie połyskującym światełkiem czerwonym. Fot: Stefan Rychły
Niektórzy złośliwi uważają, że w zasadzie to „warsztaty…” chciały lecieć do Ameryki, tylko zabrakło im paliwa oraz, że w związku z powyższym na lotnisku berlińskim doszło do gorszących scen połączonych z oschłą wymianą zdań pomiędzy warsztatowiczami a panem pilotem, który to właśnie chciał więcej tego paliwa celem wlania go w trzewia swego stalowego Pegaza. Pragniemy zdementować te niecne pomówienia.

Jedyny, oraz ostateczny cel podróży warsztatowiczów. Fot: Stefan Rychły
Celem naszej peregrynacji była Lizbona, tylko Lizbona i do tejże właśnie Lizbony dotarliśmy… Co zaś się działo w mieście, tym właśnie mieście słynnym z wielu przewodników turystycznych, to już zupełnie inna historia…

Podstawowy widok lizboński. Nazwijmy go zewnętrznym. Fot. Stefan Rychły

Podstawowy widok lizboński. Nazwijmy go wewnętrznym. Fot. Stefan Rychły
CDN…