plener fotograficzny warsztaty-fotograficzne.org

gigant na karlův moście

comment 1

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

warsztaty-fotograficzne.org na moście Karola - fot. Dominik Szmek

Praga po raz kolejny zatrzęsła się w posadach. Tym razem warsztaty narobiły poważnego zamieszania. Nasze jednostki wkroczyły na teren Rep. Czech w ubiegły piątek w dwóch zespołach na pokładach vlaków Jan Perner Ex 152 oraz Pendolino SC 516.

Prażanie po raz kolejny nie spodziewali się takiego taktycznego wybiegu. Perner przywiózł zespół #1 komenderowany przez Rychlickiego, natomiast w SC 516 przyjechał zespół pomocniczy #2 dowodzony przez Dominika. Zespół #2 już na początku zmuszony został do wykonania bystrej akcji obezwładnienia dyspozytora ruchu kolejowego na węźle Ostrava-Svinov, gdyż jego Miejski Słoń* (Os 3428) z Hawierzowa (gdzie Szmek zostawił swój czołg) przybył z zatrważającym opóźnieniem, i nastąpiło ryzyko ucieczki praskiego Pendolina.

Amfibia oraz dwa rumaki zespołu #1 zaparkowane zostały w mieście Bogumin, tuż za rubieżą.

A więc Praga stała otworem! Cele były na pozór proste. Złapać, obezwładnić i uprowadzić czterech groźnych agentów wywiadu: Jana Latarnię, Václava Śmietnika, Bohumila Ławkę, oraz top-bossa, szalonego lisa, niepokonanego Jiřego Vidoka aka „Pocztówka”.

Rychlicki sprawnie rozpuścił swoich ludzi po mieście w celu pojmania pierwszych trzech delikwentów zostawiając Pocztówkę niejako na deser. Mimo narzekań grupy, że takimi płotkami zajmować się nie będą, łupy zostały przyniesione już kolejnej nocy. Tak więc zespół pierwszy mógł wracać zostawiając jedynie El Comendante i trzech zmitologizowanych giermków Dawida.

Przez pierwsze dwa dni zespół #2 nie robił właściwie nic, ale nie musiał. Jego czas miał nadejść.

El Comendante zwołał briefing. Mimo wszystko, po wyjeździe większości zespołu #1 potrzebne były świeże posiłki. Na terenie Czech funkcjonowała już od pewnego czasu agentka warsztatowa będąca Nicto. Swoista piąta kolumna warsztatów na ziemi czeskiej. Bystra, zwinna, biegle władająca językiem czeskim warsztatowiczka, w dodatku nagradzana alpejka (co okazało się największym atutem).

W tym samym czasie na terenie Pragi miała przyjemność przebywać inna obywatelka warsztatowa JS23, znana przede wszystkim z pełnego kunsztu brawurowego skoku przez schody ruchome, który przeszedł do historii praskiego metra jako „Můstecky skok” wywołując w kontrolerach biletów głęboki respekt.
Obie te warsztatowiczki utworzyły tzn. warsztatowy zespół lotny.

Do pierwszego rendezvous zespołów #1, #2 oraz zespołu lotnego doszło na tłumnie obdeptywanym przez azjatycką klientelę Karlův Moście w niedzielę tuż po zmroku. Warsztaty doskonale zdawały sobię sprawę, że Pocztówka również nie traci czasu i działa na własną rękę. On wiedział o ich obecności. Warsztaty wiedziały też, że Pocztówka większość swoich plugawych deali dokonuje właśnie na Karlův moście. Nie bez kozery obrali te miejsce spotkania, gdyż pod latarnią najciemniej.

Zespoły #1 i #2 ulokowały się w 3/4 długości mostu bacznie wypatrując zespołu lotnego. W ciemności i tłoku niemalże doszłoby do nieszczęścia i spotkanie mogłoby się nie odbyć. Ślepy traf chciał, że wystająca z ekwipunku JS23 karimata zwróciła uwagę Szmeka, który błyskawicznie puścił się w pogoń. Kontakt został nawiązany. Sprawy do omówienia były zbyt ważkie, więc zespół lotny zaproponował przejście do Czytelni jazzowej przy Jindřišskiej. Szmek, Rychlicki zabezpieczani przez ob. WP podążyli za zespołem będącym Nicto zgrabnie gubiąc ogon.

Narada w Czytelni była krótka i treściwa. Zawierała elementy wspinaczkowe jako część z wachlarzu planów be. Od razu stało się jasne – Pocztówka musi zostać zupełnie zaskoczony właśnie na Karlův Moście gdzie zostanie przeprowadzony gigant. Akcja dwuetapowa: gigant w środku dnia w największym ruchu, oraz nocne wykończenie akcji przez Zmitologizowaną grupkę Dawida. Kryptonim Charles12.

Cała akcja była już formalnością. A kropkę nad i postawił sam Dawid wracając do hostelu o trzeciej nad ranem z Pocztówką zamkniętym w swojej camerze obscurze.

Grupa Dawida otrzymuje po 1 kotylionie z banderą warsztatów, a Pocztówkę czekają już tylko tortury w Łomogramie Rychlickiego…

Koniec i bomba, a kto nie był ten trąba ;DDD

Akcję dokumentuje film pt. „Czeska Kuchnia” ze Zmitologizowaną w roli Joanny d’Arc. Film jest obecnie w postprodukcji.

*) chodzi o CityElephant společnosti České dráhy.

organizacja plener fotograficzny warsztaty-fotograficzne.org

plener paryski 2012 zostaje zamknięty

comment 1

Schody paryskiego metra, fot. Dominik Szmek

fot. Dominik Szmek

OZP 2012/2013 12 RGU-Bezp

Ustroń, dnia 6 grudnia 2012

ogłasza się, co następuje. Z dniem 6 grudnia 2012 roku, godzina 14:02, plener paryski 2012 zostaje zamknięty. Od niniejszej decyzji nie przysługuje odwołanie w żadnym trybie.

Komisja plenerowa* na podstawie stosownych oświadczeń woli została poinformowana o dotarciu uczestników do miejsc ich zamieszkania (pobytu) na okres stały (lub czasowy, ale pow. 3 m-cy). Jeżeli jednak uczestnik plenerowy nie dotarł do godz. 14:02 dnia dzisiejszego do miejsca jego pobytu, dotrzeć on już tam nie może. To znaczy: uczestnik taki otrzymuje status „uczestnika będącego na plenerze zamkniętym”.

Reperkusje: uczestnik pleneru zamkniętego (zakończonego) zostaje złapany w tzn. sytuacji dwuznacznej i trudnej. Tzn. nie może on już korzystać z dobrodziejstw pleneru, ponieważ plener, jako taki, został już zamknięty (jest nieczynny), a jednocześnie odcięta zostaje możliwość dotarcia do miejsca zamieszkania (pobytu), bo PRZEPISY MÓWIĄ WYRAŹNIE: plener może zostać zamknięty, kiedy wszyscy jego uczestnicy dotrą do miejsc ich pobytu, a uszczerbek zdrowotny będzie wynosił zero (nie dot. chorób przewlekłych).

BIORĄC POD UWAGĘ WYKŁADNIĘ TEGO PRAWA, zarówno dosłowną, jak i korygującą, wnioski nasuwają się same przez się. Zatem uczestnik taki ulega zamrożeniu. Co nie znaczy, że nie może on zostać zblanszowany i odsprzedany na rynku wtórym, a środki mogą zostać przeznaczone na zakup wniosków i formularzy Sz. Komisji.

krótka statystyka pleneru (do celów archiwalnych i badań):

– liczba startów: 2
– liczba lądowań: jw.
– liczba silników: 2
– croissant przy śniadaniu: 1

*) new

dogeniuszanie plener fotograficzny warsztaty-fotograficzne.org

atget był fotografem francuskim

Skomentuj

Zacznijmy od cytatu: „Kupowaliśmy często od niego jakieś prace, bardziej by mu sprawić przyjemność, bo wzbudzał naszą litość” (Pierre Delarue-Nouvelliere).

Eugene Atget, fot: Bernice Abbott

Eugene Atget, fot: Bernice Abbott

Dość mocne te słowa, jak na raczej zapomnianego rysownika, pokazują niespecjalnie wysoką pozycję jaka miał Atget w światku paryskim. Dlaczego tak, było można się tylko domyślać. „Główne nurty marksizmu…” Leszka Kołakowskiego rozpoczyna zdanie: „Marks był filozofem niemieckim” parafrazuje on zresztą Jules Micheleta rozpoczynającego swe wykłady z historii brytyjskiej słowami: „Messieurs, Anglia jest wyspą… Więc mając dobrych poprzedników zacznijmy: „Atget był fotografem francuskim”.

To zobowiązuje, to narzuca pewien obowiązkowy „starokontynentalny” styl myślenia… Trochę napuszony, zawsze z drugim dnem, zawsze z kolejną teorią na kolejny temat… Atget zaś był fotografem który po prostu fotografował. Konsekwentnie, precyzyjnie, metodycznie, planowo.

W 1920 roku napisał: „Mogę powiedzieć, że posiadam cały stary Paryż„. Niewiele wiemy o jego życiu więc niewiele też wiemy jak się z nim borykał. Po trosze marynarz, po trosze aktor (ponoć kiepski), rysownik, malarz… W końcu wykonując na zamówienie „dokumenty dla artystów” mocno i na zawsze sam siebie określił, jako skromnego rzemieślnika – dokumentalisty. Stąd pewnie ta niewysoka pozycja w światku paryskim. Został doceniony, co wydaje się jasne, przez Amerykanów (to ich cholerne zamiłowanie do realizmu), a pozostał niezauważany przez Francuzów. Ci ostatni to nawet byli troszkę jakby zadziwieni i zniesmaczeni tym amerykańskim szuraniem i odkrywaniem Atgeta.

2. Eugene Atget, fot: Bernice Abbott

2. Eugene Atget, fot: Bernice Abbott

Plener paryski jako jemu poświęcony hommage. Niebezpieczeństwo polega na łatwości imitacji. Wydeptane oczywistości proponowane na prawo i lewo przez (zapewne bardzo dobrych) fotografów są jak bolący lekko ząb: nie można przecież próbować mierzyć upływu czasu wykonując kopie fotografii Atgeta (oczywiście tylko tych które się z powodu różnych kolei losu jakoś kopiować da) – internet jest pełen takich prób.

Wielka maestria adekwatnych obiektywów, apertur. Pewnie równie wielki trud poszukiwań miejsca i naiwnego postarzania wykonanych fotografii – muszą być czarno-białe. Atrakcyjne zestawianie oryginału i kopii nachalnie narzuca myśl: tak było, a tak jest, albo: o patrzcie: tak przemija świat. Sentymentalna melancholia. Podążając tą drogą, to (oprócz kopiowania kopistów) dowiedlibyśmy naszego niezbyt wysokiego mniemania o samych fotografiach Atgeta. Sprowadzilibyśmy je do płaskości dokumentu nieistniejącego już świata.

Jak więc działać? Sprawa jest niejasna. Istnieje bowiem pytanie na które przed jakimkolwiek działaniem muszę sobie odpowiedzieć. Ciągle nie wiem co mnie w atgetowych zdjęciach pociąga? Czy te oczywistości „to było”, czy (dzisiejsze) oczywistości surrealności pozornie normalnej przestrzeni? A może absolutnie nic mnie w nich nie pociąga, w ogóle ich nie lubię a tym co mnie bez reszty intryguje, fascynuje, pochłania u Atgeta to sam Atget a raczej fotografia B. Abbott: stary człowiek, nieprzystający do otaczającej go realności i – co gorsza – zdający sobie z tego sprawę.

Kwintesencja rezygnacji i zmęczenia. Dziwnym – na zdjęciach studyjnych niespotykanym – ruchem jakby sugerował nam, że stara się już stąd wyjść, że on już sobie chciałby pójść, że nic tu po nim, że on wie, że zawadza – tylko nie może, nie ma już siły.Dziwny samotny (ale skąd ja to wiem?) człowiek przed którym już nic nie ma. Nic mu nie pozostało i nic się w jego życiu już nie wydarzy. Człowiek ten który w gruncie rzeczy nie żyje.

Bez wątpienia wiem, że to właśnie to zdjęcie, a raczej ta sytuacja na mnie „wymusza” fascynacje fotografiami Atgeta, zaś do prostych dokumentów dodaje zupełnie inną realność. Zdjęcie np. ulicy Saint-Medard jest bardzo dobrze wykadrowane ma klimat, nastrój (zwłaszcza teraz, po latach), ale jeżeli popatrzymy na tę fotografię jednocześnie myśląc o tym najważniejszym – portrecie wykonanym przez Abbott: Atget parę dni przed śmiercią (teraz to wiemy), dopiero wtedy dzieło będzie kompletne. Nie mogę i nie chce oddzielić tych dwóch światów. Dualizm było – jest, autor – dzieło, podmiot – przedmiot scala się tutaj wyjątkowo trwale. A może nigdy nie było żadnego dualizmu?

Zadanie więc mamy trudne zaś sprawa dalej niejasna – choć w sumie normalna i dla człowieka serio podchodzącego do jakiegokolwiek medium twórczego, oczywista… Pozostaje nam tylko niepewność: uda się, czy też nie – wgryźć w przestrzeń, zrozumieć ją, polubić bądź kopnąć ale jakoś być bardzo blisko niej. Tak, byśmy przestali być turystami na tym świecie, w tym życiu.

Tak by ktoś oglądając nasze zdjęcia nie odrywał wykonanych przez nas obrazów na papierku od naszych myśli czy lęków, bo właśnie w nich a nie w takim czy innym zdjęciu „toczy się świat”.

Może „tak naprawdę” istnieją rzeczy za duże by mogły się zmieścić w codzienności więc tylko one zmieścić się próbują.

warsztaty-fotograficzne.org wystawy fotograficzne

wernisaż wystawy „z wypowiedzi rozproszonych”

komentarze 3

Minęło sporo czasu  (no dobra, niecały miesiąc :) od wernisażu ostatniej z wystaw warsztatowych, a jak do tej pory nie mieliśmy specjalnie czasu na publikację zdjęć z tegoż wydarzenia. Nadrabiamy więc braki i zapraszamy do rzucenia okiem na to co się działo :)

Po kliknięciu zdjęcia otwierają się w ciut większej rozdzielczości.

z wypowiedzi rozproszonych

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

z wypowiedzi rozproszonych - warsztaty-fotograficzne.org

Korzystając z okazji bardzo dziękujemy pani Oli Zawalskiej-Hawel, Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Piekarach Śląskich, za zaproszenie do zorganizowania wystawy, a wszystkim pracownikom Biblioteki za pomoc w jej przygotowaniu.

Oczywiście z niecierpliwością czekamy na kolejne pomysły warsztatowiczów i ich realizacje(!). Postaramy się zorganizować kolejne wystawy, bo jak wiadomo one zazwyczaj zaczynają się wernisażami :)